#1611188 28.09.2013 18:40:11
Od kilku dni nie spotykałam się z Vequendem. Właściwie po tym, jak pocałowałam go w policzek na pożegnanie było mi głupio się mu pokazać. Ale w końcu kiedyś trzeba to zrobić.
Poszłam na Górską Łąkę, mając nadzieję, że znajdę go tam. Niestety nie było go tam, więc poszłam na Szmaragdowe Jeziorko. Ujrzałam tam karą klacz, która na pewno nie należała do naszego stada.
Dq: Przepraszam, należysz do Stada Karej Róży?
Lh: Tak, a co? - uśmiechnęła się szeroko.
Dq: Widziałaś gdzieś Vequendé?
Lh: Quena? Jasne, chodź zaprowadzę cię do niego. - cały czas uśmiechając się poszła w stronę, gdzie była Leśna Ścieżka.
Lh: Tak w ogóle to ja jestem Lithél. Wiem, że to imię brzmi jak męskie, więc mów mi Lilia.
Dq: Daiquiri.
Lh: Jesteś znajomą Quena?
Dq: Tak. A ty... Znasz go? - zaśmiała się:
Lh: Należę do jego stada! A ciebie jakoś nie kojarzę...
Dq: Jestem ze stada obok.
Lh: Chyba coś o tym mówił... Szafirowe Wybrzeże?
Dq: Lazurowe. - uśmiechnęłam się niepewnie.
Lh: Taa... O! Jest! - wskazała na ogiera, który szedł przez tunel zamyślony. - Ja uciekam, pa!
Dq: Cześć! - pożegnałam się z nią. Kiedy odbiegła, podeszłam niepewnie do ogiera.
Vq: Dari... - powiedział cicho na mój widok.
Dq: Quen, słuchaj... To co ostatnio zrobiłam... Ten buziak... Matko, tak mi wstyd! - zarumieniłam się i spuściłam łeb.
Vq: Nic się nie stało... przerwałam mu:
Dq: Ty... Podobasz mi się... - mówiłam do ziemi, a po moim pysku płynęły łzy. Było mi tak głupio, że ostro zawróciłam, prawie wchodząc w liście. Kiedy odzyskałam równowagę pobiegłam przed siebie, byle daleko od mojego boga.
Vq: Daiquiri! Dari! Czekaj! - wołał za mną, jednak ja nie mogłam się zatrzymać. Za bardzo się jego bałam.
Aż tu nagle... Ten stał tuż przede mną, patrząc mi głęboko w oczy!
Dq: Jak... - teraz on mi przerwał, ale w całkowicie inny sposób.
Nadal patrząc mi w oczy, przybliżył się do mnie i dotknął swoimi chrapami mojego pyszczka w delikatnym pocałunku.
Vq: Dari, kocham cię... - powiedział cicho, ciągle patrząc mi głęboko w oczy.
<Ciąg dalszy nastąpi>
Poszłam na Górską Łąkę, mając nadzieję, że znajdę go tam. Niestety nie było go tam, więc poszłam na Szmaragdowe Jeziorko. Ujrzałam tam karą klacz, która na pewno nie należała do naszego stada.
Dq: Przepraszam, należysz do Stada Karej Róży?
Lh: Tak, a co? - uśmiechnęła się szeroko.
Dq: Widziałaś gdzieś Vequendé?
Lh: Quena? Jasne, chodź zaprowadzę cię do niego. - cały czas uśmiechając się poszła w stronę, gdzie była Leśna Ścieżka.
Lh: Tak w ogóle to ja jestem Lithél. Wiem, że to imię brzmi jak męskie, więc mów mi Lilia.
Dq: Daiquiri.
Lh: Jesteś znajomą Quena?
Dq: Tak. A ty... Znasz go? - zaśmiała się:
Lh: Należę do jego stada! A ciebie jakoś nie kojarzę...
Dq: Jestem ze stada obok.
Lh: Chyba coś o tym mówił... Szafirowe Wybrzeże?
Dq: Lazurowe. - uśmiechnęłam się niepewnie.
Lh: Taa... O! Jest! - wskazała na ogiera, który szedł przez tunel zamyślony. - Ja uciekam, pa!
Dq: Cześć! - pożegnałam się z nią. Kiedy odbiegła, podeszłam niepewnie do ogiera.
Vq: Dari... - powiedział cicho na mój widok.
Dq: Quen, słuchaj... To co ostatnio zrobiłam... Ten buziak... Matko, tak mi wstyd! - zarumieniłam się i spuściłam łeb.
Vq: Nic się nie stało... przerwałam mu:
Dq: Ty... Podobasz mi się... - mówiłam do ziemi, a po moim pysku płynęły łzy. Było mi tak głupio, że ostro zawróciłam, prawie wchodząc w liście. Kiedy odzyskałam równowagę pobiegłam przed siebie, byle daleko od mojego boga.
Vq: Daiquiri! Dari! Czekaj! - wołał za mną, jednak ja nie mogłam się zatrzymać. Za bardzo się jego bałam.
Aż tu nagle... Ten stał tuż przede mną, patrząc mi głęboko w oczy!
Dq: Jak... - teraz on mi przerwał, ale w całkowicie inny sposób.
Nadal patrząc mi w oczy, przybliżył się do mnie i dotknął swoimi chrapami mojego pyszczka w delikatnym pocałunku.
Vq: Dari, kocham cię... - powiedział cicho, ciągle patrząc mi głęboko w oczy.
<Ciąg dalszy nastąpi>
Admin widzi wszystko. Kiedy wychodzisz, z kim się spotykasz, kiedy idziesz spać...
~ Daisy
~ El Diablo
~ Sophie
~ El Shafire
~ Daisy
~ El Diablo
~ Sophie
~ El Shafire