K: Yamaray! Co ty sobie wyobrażasz!? - krzyknąłem karcąco na czarnego ogiera Marwari. - Pierw grasz na uczuciach mojej córki, a teraz na Gwiazdy która w dodatku ma partnera! I to mojego syna!
Y: Kyar, wyluzuj! My tutaj niczego okropnego nie robimy. To tylko poznawanie koleżanek ze stada.
- uśmiechnął się pewny siebie.
W tym momencie do sceny doszła Isabell. Spojrzała na mnie i Gwiazdę. Jednocześnie kiwnęliśmy głowami.
Ona rozdziawiła pysk z oburzenia.
I: Gnij. - powiedziała i posłała mordercze spojrzenie ogierowi.
Y: Isa, nie przesadzaj... - próbował do niej podejść, ale ona posłała mi szybkie spojrzenie.
I: Tato, ale nie zabijaj go. - powiedziała, a ja wywróciłem oczami.
Po tych słowach odeszła wysoko trzymając łeb i machając ogonem.
K: Czy ktoś ci już mówił o Trevorze i Daisy? - zapytałem.
Y: No Isa... - powiedział lekceważącym tonem.
K: No właśnie. Dlatego nie lubi podrywaczy, takich jak ty. - powiedziałem. - Dostajesz upomnienie, i nie możesz się do Gwiazdy zbliżać na 5 metrów, chyba że ci na to pozwoli.
Powiedziałem, a ogier wybałuszył oczy.
K: A tak ode mnie...
Użyłem torturowania umysłem na ogierze. Wystarczyła tylko jedna sekunda i on już leżał na kolanach.
K: Żegnaj, i mam nadzieję, że to się już nigdy nie powtórzy. - spojrzałem na ogiera z obrzydzeniem. Po jego ciele spływały stróżki krwi.
Odszedłem szybkim krokiem, by na niego nie patrzeć. Nie mam ochoty mieć z takimi do czynienia.
<Gwiazda?>
Y: Kyar, wyluzuj! My tutaj niczego okropnego nie robimy. To tylko poznawanie koleżanek ze stada.
- uśmiechnął się pewny siebie.
W tym momencie do sceny doszła Isabell. Spojrzała na mnie i Gwiazdę. Jednocześnie kiwnęliśmy głowami.
Ona rozdziawiła pysk z oburzenia.
I: Gnij. - powiedziała i posłała mordercze spojrzenie ogierowi.
Y: Isa, nie przesadzaj... - próbował do niej podejść, ale ona posłała mi szybkie spojrzenie.
I: Tato, ale nie zabijaj go. - powiedziała, a ja wywróciłem oczami.
Po tych słowach odeszła wysoko trzymając łeb i machając ogonem.
K: Czy ktoś ci już mówił o Trevorze i Daisy? - zapytałem.
Y: No Isa... - powiedział lekceważącym tonem.
K: No właśnie. Dlatego nie lubi podrywaczy, takich jak ty. - powiedziałem. - Dostajesz upomnienie, i nie możesz się do Gwiazdy zbliżać na 5 metrów, chyba że ci na to pozwoli.
Powiedziałem, a ogier wybałuszył oczy.
K: A tak ode mnie...
Użyłem torturowania umysłem na ogierze. Wystarczyła tylko jedna sekunda i on już leżał na kolanach.
K: Żegnaj, i mam nadzieję, że to się już nigdy nie powtórzy. - spojrzałem na ogiera z obrzydzeniem. Po jego ciele spływały stróżki krwi.
Odszedłem szybkim krokiem, by na niego nie patrzeć. Nie mam ochoty mieć z takimi do czynienia.
<Gwiazda?>