Dq: To gdzie najpierw idziemy? - spytałam, ciekawa.
Vq: Nasze tereny są malutkie. Nie licząc dużej ilości jezior i łąk, mamy tylko 2 tereny... - westchnął.
Dq: W takim bądź razie pokazuj mi wszystkie jeziora, łąki, lasy i co tam jeszcze! - uśmiechnęłam się promiennie.
Vq: W takim bądź razie idziemy nad Szmaragdowe Jezioro - uśmiechnął się tajemniczo.
Dq: Oki. - kiedy to powiedziałam, ten zaczął biec galopem. Zrobiłam to samo.
Po krótkiej chwili znaleźliśmy się nad pięknym jeziorkiem. Jego tafla rzeczywiście była szmaragdowa.
Vq: Nad nie tego jeziorka znajdują się prawdziwe szmaragdy... - powiedział cicho.
Dq: Serio? - miałam chęć wbiec do wody i zaczął wyławiać kamienie.
Vq: Tak. Niestety nie da się ich zdobyć, bo broni ich strażnik jeziora. Nie jest zbytnio miły, bo od razu zabija... - westchnął.
Dq: Szkoda. Skoro jest ten strażnik, to skąd wiecie, że tam są szmaragdy?
Vq: Kiedy jest odpływ, zostaje ich tu dużo.
Dq: Zbieracie je?
Vq: Nie. Strażnik od razu je zbiera i wkłada z powrotem. Nie zostawia nawet malutkiego kamyczka.
Dq: Szkoda. - rozejrzałam się. - Co to? - wskazałam na ciemny las, nad którym była piękna, gwiaździsta noc, chociaż był środek dnia.
Vq: To? Gwieździsty Gaj. Mogę cię tam zabrać, ale to daleko...
Dq: Mam dobrą kondycję. - powiedziałam, wpatrując się w niebo. - Czemu tam jest noc?
Vq: To zaczarowany las. Chodź, to się przekonasz. - zaczął biec w tamtym kierunku. Po kilku minutach dopiero się skapnęłam, że nie ma go przy moim boku. Ruszyłam galopem za nim.
Szliśmy godzinę, więc Quen mylił się. To nie było aż tak daleko. Ale kiedy doszliśmy, widok zapierał mi dech w piersiach. Było tak pięknie! To niebo naprawdę było jak zaklęte, wiecznie gwieździste. Spędziliśmy tam kilka godzin, a ja nadal wpatrywałam się jak urzeczona.
Vq: Co powiesz na spacerek jedną z moich ulubionych alejek? - zaproponował.
Dq: Jasne! - ufałam mu.
Vq: Za mną. - wstał, otrzepał się i zaczął iść na wschód. Grzecznie poszłam za nim.
Ogier wprowadził mnie do zadziwiającej alejki. Była dosłownie obrośnięta liśćmi, w których śpiewały przeróżne ptaki.
Dq: Ile ptaków... - przyglądałam się każdemu z osobna.
Vq: Pomyśl o jakimś gatunku, a usłyszysz jego śpiew. - uśmiechnął się szeroko.
Dq: Serio? - postanowiłam się przekonać i pomyślałam o skowronku. Po kilku sekundach chór skowronków śpiewał swoje arie.
Dq: Jak pięknie!
Vq: Wiem, słowiki pięknie śpiewają.
Dq: Ale ja pomyślałam o skowronkach!
Vq: A ja o słowikach. To jest inwidualny śpiew. Ty nie słyszysz mojego, ja twojego.
Dq: To cudowne miejsce! Czemu my takich nie możemy mieć? - chciałam zacząć się użalać.
Vq: Nie przesadzaj. - powiedział, wychodząc z tunelu. Zauważyłam wtedy, że jest już noc, a nie byliśmy w poprzednim lesie.
Dq: Już ciemno? Czas tak szybko mija! - westchnęłam.
Vq: Niestety.
Dq: Ja już muszę uciekać, bo mama będzie zła. Spotkamy się jeszcze kiedyś?
Vq: Mam taką wielką nadzieję. - obdarował mnie pięknym uśmiechem.
Dq: To dobranoc! - sama nie wiem jak, ale na pożegnanie pocałowałam go w policzek. Nie chcąc widzieć jego wściekłości pobiegłam galopem do swojej groty.
<Koniec>
Vq: Nasze tereny są malutkie. Nie licząc dużej ilości jezior i łąk, mamy tylko 2 tereny... - westchnął.
Dq: W takim bądź razie pokazuj mi wszystkie jeziora, łąki, lasy i co tam jeszcze! - uśmiechnęłam się promiennie.
Vq: W takim bądź razie idziemy nad Szmaragdowe Jezioro - uśmiechnął się tajemniczo.
Dq: Oki. - kiedy to powiedziałam, ten zaczął biec galopem. Zrobiłam to samo.
Po krótkiej chwili znaleźliśmy się nad pięknym jeziorkiem. Jego tafla rzeczywiście była szmaragdowa.
Vq: Nad nie tego jeziorka znajdują się prawdziwe szmaragdy... - powiedział cicho.
Dq: Serio? - miałam chęć wbiec do wody i zaczął wyławiać kamienie.
Vq: Tak. Niestety nie da się ich zdobyć, bo broni ich strażnik jeziora. Nie jest zbytnio miły, bo od razu zabija... - westchnął.
Dq: Szkoda. Skoro jest ten strażnik, to skąd wiecie, że tam są szmaragdy?
Vq: Kiedy jest odpływ, zostaje ich tu dużo.
Dq: Zbieracie je?
Vq: Nie. Strażnik od razu je zbiera i wkłada z powrotem. Nie zostawia nawet malutkiego kamyczka.
Dq: Szkoda. - rozejrzałam się. - Co to? - wskazałam na ciemny las, nad którym była piękna, gwiaździsta noc, chociaż był środek dnia.
Vq: To? Gwieździsty Gaj. Mogę cię tam zabrać, ale to daleko...
Dq: Mam dobrą kondycję. - powiedziałam, wpatrując się w niebo. - Czemu tam jest noc?
Vq: To zaczarowany las. Chodź, to się przekonasz. - zaczął biec w tamtym kierunku. Po kilku minutach dopiero się skapnęłam, że nie ma go przy moim boku. Ruszyłam galopem za nim.
Szliśmy godzinę, więc Quen mylił się. To nie było aż tak daleko. Ale kiedy doszliśmy, widok zapierał mi dech w piersiach. Było tak pięknie! To niebo naprawdę było jak zaklęte, wiecznie gwieździste. Spędziliśmy tam kilka godzin, a ja nadal wpatrywałam się jak urzeczona.
Vq: Co powiesz na spacerek jedną z moich ulubionych alejek? - zaproponował.
Dq: Jasne! - ufałam mu.
Vq: Za mną. - wstał, otrzepał się i zaczął iść na wschód. Grzecznie poszłam za nim.
Ogier wprowadził mnie do zadziwiającej alejki. Była dosłownie obrośnięta liśćmi, w których śpiewały przeróżne ptaki.
Dq: Ile ptaków... - przyglądałam się każdemu z osobna.
Vq: Pomyśl o jakimś gatunku, a usłyszysz jego śpiew. - uśmiechnął się szeroko.
Dq: Serio? - postanowiłam się przekonać i pomyślałam o skowronku. Po kilku sekundach chór skowronków śpiewał swoje arie.
Dq: Jak pięknie!
Vq: Wiem, słowiki pięknie śpiewają.
Dq: Ale ja pomyślałam o skowronkach!
Vq: A ja o słowikach. To jest inwidualny śpiew. Ty nie słyszysz mojego, ja twojego.
Dq: To cudowne miejsce! Czemu my takich nie możemy mieć? - chciałam zacząć się użalać.
Vq: Nie przesadzaj. - powiedział, wychodząc z tunelu. Zauważyłam wtedy, że jest już noc, a nie byliśmy w poprzednim lesie.
Dq: Już ciemno? Czas tak szybko mija! - westchnęłam.
Vq: Niestety.
Dq: Ja już muszę uciekać, bo mama będzie zła. Spotkamy się jeszcze kiedyś?
Vq: Mam taką wielką nadzieję. - obdarował mnie pięknym uśmiechem.
Dq: To dobranoc! - sama nie wiem jak, ale na pożegnanie pocałowałam go w policzek. Nie chcąc widzieć jego wściekłości pobiegłam galopem do swojej groty.
<Koniec>
Admin widzi wszystko. Kiedy wychodzisz, z kim się spotykasz, kiedy idziesz spać...
~ Daisy
~ El Diablo
~ Sophie
~ El Shafire
~ Daisy
~ El Diablo
~ Sophie
~ El Shafire