T: Tsa- przewróciłem oczami i spojrzałem w niebo. Diablo zmierzył mnie badawczym wzrokiem po czym wyminął i odszedł. Odetchnąłem z ulgą i kątem oka zacząłem obserwować wodę. Nagle coś zaczęło się wynurzać z wody... niczym wodna macka... Powoli zaczęło się zbliżać do mojego kopyta, lekko uniosłem nogę, ale to coś chwyciło mnie za tułów wbijając ostre szpony w żebra. Cicho jęknąłem... Poczułem krew spływającą po moich nogach i brzuchu, nawet nie chciałem na to patrzeć, nie miałem siły się bronić... Osunąłem się na ziemię, potwór zaczął mnie ciągnąć do wody pozostawiając za mną wielkie plamy krwi na trawie. Zacząłem mieć duszności więc wziąłem głęboki oddech, lesz pazury jeszcze mocniej zanurzyły się w moim ciele. Poczułem chłód na tylnych kopytach, potem na brzuchu, szyi, aż w końcu cały byłem w wodzie. Czekałem tylko na ostateczny cios, obraz już mi się zamazał więc zamknąłem oczy. Zacząłem się dusić, próbowałem ruszyć nogami, aby się wynurzyć, lecz nie miałem już w ogóle czucia. Czyli to tak skończę? W jeziorze u boku jakiegoś potwora? Powoli zacząłem tracić świadomość kiedy nagle poczułem ostry ból w dolnej partii ciała. Wiedziałem, że to coś mi odgryzło nogi, zachłysnąłem się wodą i do płuc dostała mi się ciecz. Ciemność... umarłem... Nagle poczułem się lżejszy i taki... silny... otworzyłem oczy, rozejrzałem się, byłem na łące pełnej kwiatów, pełnej różnych zwierząt... Jestem w niebie...
To koniec...
To koniec...